czwartek, 12 lutego 2015

Czas dla dziecka: 2 miesiące poporodowej rekonwalescencji, czyli wróciłam!

Wkrótce Zojda kończy dwa miesiące, więc czas wracać ;-)

Jak już wiecie, mój szalony poród trwał 12 godzin, drugie tyle wcześniej zaczęły się skurcze, przy których mdlałam i schodziłam z tego świata, ale chwała Panu, Zojda wyszła cała i zdrowa na ten świat, dobrze kończąc ten pełen emocji 2014 rok. Styczeń minął pod tematem uczenia się współpracy Skalska - Zojda, a w lutym postawiłyśmy sobie deadline na chodzenie w piżamach po domu i oto jesteśmy!


Czy tak wyobrażałam sobie macierzyństwo?
Zojda od początku przesypia całe noce, co jest zdecydowanie największym plusem dla mnie, przez co w dzień hulamy pełne energii. Zojda uwielbia wszelkie doły i nierówności w chodnikach, kiedy jesteśmy na spacerze, a kiedy jedziemy po prostym chodniku ryczy tak głośno, że nie wiem jak to z tak małego ciałka wychodzi i udaję, że to nie moje dziecko. Jesteśmy na etapie cudownych, bezzębnych uśmiechów, majaczenia po szczepieniach, spania owiniętym jak burrito i kupowania Halo Kotów, z którymi całe życie walczyłam. Zanim Gwiazda pojawiła się na świecie, myślałam, że zjadłam wszystkie rozumy w temacie dzieci oraz to, że wszystko można doczytać - teraz stwierdzam, że nie wiem nic i jestem totalną matką eksperymentalną. Ale od dwóch miesięcy dobrze nam ten eksperyment wychodzi, więc oby tak dalej. (Jedyny minus Zojdy jest taki, że nie jest do nikogo w rodzinie podobna - jest zdecydowanie wyjątkowa ;-))

(porodówkowa Zojda.)

Czy gdybym mogła cofnąć czas, poszłabym do szkoły rodzenia?
Nie, ale mówię to z perspektywy spędzonych w szpitalu pięciu dni przed porodem, kiedy to zdążyłam poznać wszystkie położne, ginekologów i szpital. Kiedy zaczęły mi się pierwsze skurcze przed godziną 16, to już wiedziałam, że ciekawa noc przede mną, jednak cały czas kontrolę nade mną miały położne (w domu na bank nie wiedziałabym, jaka ma być częstotliwość skurczy i na bank przy pierwszym pojechałabym do szpitala). Kiedy stwierdziłam o 2 w nocy, że nie zniosę ani jednego skurczu więcej (12 godzin przed końcem porodu - dobre, nie?), przeszłam 20 metrów i byłam na porodówce. Podsumowując, gdybym nie spędziła tego czasu w szpitalu, na pewno bez szkoły rodzenia przyjechałabym za wcześnie i najadła się dużo więcej strachu.

(pierwsza ulubiona pozycja do snu: Zojda - Jack Sparrow.)

(druga ulubiona pozycja do snu: Zojda - burrito.)

Czy skorzystałam ze znieczulenia lub innych udogodnień podczas porodu?
Nie skorzystałam ze znieczulenia, bo pomyślałam sobie o tym 2 godziny przed końcem porodu (mina mojej cudownej położnej była wtedy bezcenna). Miałam jednak poród rodzinny (Jędrek godnie zniósł to co wyprawiałam), czyli do dyspozycji oddzielną salę oraz wannę do porodu, która tak naprawdę odwaliła 80% porodowej roboty.

(#matkoboskodrugimiesiącaprzewijaknastyk)

(pierwszy zestaw Halo Kotów.)

Najbardziej praktyczna rada dla przyszłej Mamy?
ŻADNEGO HURTOWEGO KUPOWANIA UBRAŃ W ROZMIARZE 50 - 56 :D Głupia ja, głupia, najpierw zachwycałam się cudownymi ubrankami w tych rozmiarach, potem nakupiłam jak wariat (tu muszę nadmienić, że nie boję się kupowania ubrań dla dzieci w secondhandach, dlatego można sobie wyobrazić, ile potrafiłam tego nagromadzić za naprawdę grosze). Szafa trzaskała, a kiedy Zojda przyjechała do domu i chciałam ją przebrać, okazało się, że jej pierwszym rozmiarem jest... 62. Nie dziwić się tu - popatrzcie tylko na Tatusia Zojdy ;-) Tym sposobem mam mnóstwo pięknych, markowych ubranek w tym rozmiarze, gdyby ktoś chciał, walić śmiało na maila.
Drugą taką małą radą jest to, że body bez rozpięcia od góry do dołu wcale nie są straszne (tak jak mnie wszyscy straszyli), czego efektem jest szafa Zojdy, gdzie wszystko wciągamy przez głowę i żyjemy już dwa miesiące ;-)

(tu łzy szczęścia, że Matka nową czapkę kupiła.)

Jak było i jest z wagą u mnie?
W ciąży przytyłam 12 kilogramów, w niecałe 3 tygodnie po porodzie wróciłam do swojej wagi i figury, bez problemu wchodząc w moje obcisłe rzeczy sprzed ciąży. Nie wiem, czy to plus porodu naturalnego, karmienia naturalnego, tego, że jestem samotną matką polką, która nie ma nawet kiedy jeść, czy dłuuugich spacerów z wózkiem po zasypanym i nieodśnieżanym Zakopanem. Choć przypuszczam, że to może być plus wszystkiego na raz ;-)

(kołyseczka dla Zosieczka, czyli Walentynka od Dziadka. pełnia szczęścia Zojdy i w końcu powrót moich spokojnych, długich wieczorów przy filmach!)

(jak kilka miesięcy temu przypuszczałam i zapowiadałam - Zojda, dziecko Disney'a.)

Czy dalej uważam, że wszystko jest do przeżycia?
Oczywiście!

 (#pozdro600)