piątek, 20 października 2017

Portret małżeński Gąsieniców - top 15!

 No dobra, tak naprawdę chciałam Was tu zwabić, żebyście zobaczyli zmiany w wyglądzie bloga, nad którymi chwilę dziś pracowałam, ale skoro już tu jesteście, to pokażę Wam w tajemnicy, jak wyglądają Gąsienice na obecnie 15 NAJLEPSZYCH wspólnych zdjęciach! ;-)


Enjoy!

środa, 4 października 2017

Recenzja wózka Graco Evo, czyli nie kupuj go, zanim tego nie przeczytasz.


Dziś, po 7 miesiącach użytkowania, postanowiłam napisać Wam dwa zdania na temat tego wózka, ponieważ dostaję ostatnio dużo zapytań o niego na Instagramie. Ponownie nie będę podsumowywać szczegółowych parametrów i danych technicznych, a to, na co zwracałam uwagę przy wyborze tego modelu oraz to, co najbardziej podoba mi się i przeszkadza w tym wózku. Nie będę również podsumowywać wózka w wersji głębokiej (z gondolą), ponieważ używałam go jeden dzień, po czym przesadziłam Staszka do spacerówki.


Plusy spacerówki Graco Evo:

 - Jest lekki, po złożeniu zajmuje naprawdę mało miejsca (zapewne sprawia takie wrażenie przez małe koła, w porównaniu z moim poprzednim wózkiem), przy wyjazdach rzeczywiście pakujemy dużo więcej walizek i toreb (tym razem już przy dwójce dzieci), więc ten plus nie zmienił się i nie mogę Evo nic zarzucić.

- Duża buda w spacerówce, czyli jedna z ważniejszych dla mnie rzeczy. W wózku ma być odpowiednia buda, która ochroni przed słońcem i odpowiednia, by czasem zamknąć Staszka, jak się drze i robi cyrk na ulicy. I Graco Evo taką budę ma, hej.

- Ogromny kosz pod wózkiem. W sumie na początku wspominałam Wam, że zmieści dwie pełne siatki z Biedry, ale pójdę o krok dalej i powiem Wam, że bardzo dużo razy, w wyżej wymienionym koszu jechała 15 kilowa Zojda, i po pierwsze, kosz przetrwał i nic mi się nie stało, a po drugie, Zojdzie się podobało ;-) A szczęśliwe i spokojne dzieci to równie szczęśliwa matka, prawda?


- Wysoka rączka, czyli wózek dobry dla wysokich osób. Co prawda nie ma regulacji, jednak jak na Lucę mój 196 centymetrowy mąż narzekał, tak Evo, pod tym względem jest zachwycony.


Minusy:

- Nie posiada amortyzatorów, więc jest sztywny, powiem wręcz, że okropnie sztywny. Na nieszczęścia dla dzisiejszej recenzji, przed Evo używaliśmy Bebetto Luca (zapraszam do odpowiedniej zakładki, gdzie recenzuję tamten wózek), wózka dużego, ale niesamowicie dobrze przystosowanego do bujania, telepania, jazdy terenowej, usypiania jedną nogą przez kołysanie itp. itd., czyli do normalnych czynności, które wykonuje normalna matka z dzieckiem. Jeśli siedzicie na kanapie i chcecie pobujać dzieckiem w Evo, to najpierw weźcie taśmę i przyklejcie dziecko do wózka, a następnie obłóżcie trasę dookoła materacami, bo na bank wózek Wam się przewróci. Jak napisałam kilka dni po zakupieniu wózka, szybka, dynamiczna jazda w przód i w tył to jedyne, co Graco może zaoferować w tym temacie.

- Nie jest to wózek terenowy, jest to wózek na zakupy w galerii.  Myślę, że to zdanie idealnie go opisuje - Lucą jeździłam po górskich dolinach, krzakach i strumieniach, ba! pewnie i wyjechałabym na Giewont, a Evo poddało się w nizinnym lesie, na ścieżce z szyszkami. Na chodnikach, przy pokonaniu każdego dołka czy nierówności, trzeba sprawdzać, czy dziecko nadal jest w wózku, a później, czy wózek jest cały. Ale żeby nie było, że tragedia do końca, Graco Evo o wiele lepiej sprawdza się przy manewrach w sklepach, co zdecydowanie ułatwia życie matkom, mającym dostęp do galerii handlowych (tak, tu perfidnie chciałam zaznaczyć, że galeria na Krupówkach wciąż jest zamknięta).


 - Dla każdej pedantki minusem będzie aluminiowa, matowa rama, która brudzi i rysuje się przy każdym dotknięciu. Być może jest to moja fanaberia, ale znów powołam się na białą ramę w Luce, która nie dość, że po dwóch latach miała jedną rysę, to dało się ją od razu zlikwidować zwykłą białą farbą do metalu. Po pół roku użytkowania Graco Evo już dzisiaj wiem, że dalej do sprzedaży raczej nie pójdzie... ;-)

- Piankowa rączka i pałąk - Mam znajomą, która kiedyś mnie przed tym ostrzegała, ale wiecie jak to ja, trudno mi niektóre rzeczy przetłumaczyć, muszę sprawdzić sama. No i sprawdziłam - piankowa rączka chłonie wilgoć i nawet w pochmurny dzień jest wrażenie, że jest mokrą gąbką. Pałąk to istna tragedia, ale pod innym względem - nie wiem, czy z moim Staszkiem jest coś nie tak, ale on na nim ostrzy sobie zęby, przez co pałąk jest pogryziony, obgryziony, ma wygryzione dziury i wygląda tak tragicznie, że muszę na dniach obszyć go jakimś materiałem. Ile z tej pianki znalazło się w Staszka brzuchu? Myślę, że wszystko.

PODSUMOWANIE:

Można by zapytać: czego się babo spodziewałaś, kupując wózek za 800zł? Dużo i nie dużo, jednak dla mnie nie wart jest nawet połowy tej ceny i na pewno nie kupiłabym tego wózka jeszcze raz. Przeraża mnie perspektywa nadchodzącej zimy, bo wiem, że wózek ten stanie w śniegu po przejechaniu metra i nic nie nawojuję. Nie mam też w planie kupna kolejnego wózka, więc tym bardziej modlę się o łagodną zimę w nadchodzącym sezonie ;-) I być może jestem zbyt wybredna, ale uwierzcie, mając ten wózek, dużo rzadziej i mniej chętnie spacerujemy ze Staszkiem, niż z Zojdą, co niech będzie podsumowaniem całego dzisiejszego wpisu ;-)