środa, 4 października 2017

Recenzja wózka Graco Evo, czyli nie kupuj go, zanim tego nie przeczytasz.


Dziś, po 7 miesiącach użytkowania, postanowiłam napisać Wam dwa zdania na temat tego wózka, ponieważ dostaję ostatnio dużo zapytań o niego na Instagramie. Ponownie nie będę podsumowywać szczegółowych parametrów i danych technicznych, a to, na co zwracałam uwagę przy wyborze tego modelu oraz to, co najbardziej podoba mi się i przeszkadza w tym wózku. Nie będę również podsumowywać wózka w wersji głębokiej (z gondolą), ponieważ używałam go jeden dzień, po czym przesadziłam Staszka do spacerówki.


Plusy spacerówki Graco Evo:

 - Jest lekki, po złożeniu zajmuje naprawdę mało miejsca (zapewne sprawia takie wrażenie przez małe koła, w porównaniu z moim poprzednim wózkiem), przy wyjazdach rzeczywiście pakujemy dużo więcej walizek i toreb (tym razem już przy dwójce dzieci), więc ten plus nie zmienił się i nie mogę Evo nic zarzucić.

- Duża buda w spacerówce, czyli jedna z ważniejszych dla mnie rzeczy. W wózku ma być odpowiednia buda, która ochroni przed słońcem i odpowiednia, by czasem zamknąć Staszka, jak się drze i robi cyrk na ulicy. I Graco Evo taką budę ma, hej.

- Ogromny kosz pod wózkiem. W sumie na początku wspominałam Wam, że zmieści dwie pełne siatki z Biedry, ale pójdę o krok dalej i powiem Wam, że bardzo dużo razy, w wyżej wymienionym koszu jechała 15 kilowa Zojda, i po pierwsze, kosz przetrwał i nic mi się nie stało, a po drugie, Zojdzie się podobało ;-) A szczęśliwe i spokojne dzieci to równie szczęśliwa matka, prawda?


- Wysoka rączka, czyli wózek dobry dla wysokich osób. Co prawda nie ma regulacji, jednak jak na Lucę mój 196 centymetrowy mąż narzekał, tak Evo, pod tym względem jest zachwycony.


Minusy:

- Nie posiada amortyzatorów, więc jest sztywny, powiem wręcz, że okropnie sztywny. Na nieszczęścia dla dzisiejszej recenzji, przed Evo używaliśmy Bebetto Luca (zapraszam do odpowiedniej zakładki, gdzie recenzuję tamten wózek), wózka dużego, ale niesamowicie dobrze przystosowanego do bujania, telepania, jazdy terenowej, usypiania jedną nogą przez kołysanie itp. itd., czyli do normalnych czynności, które wykonuje normalna matka z dzieckiem. Jeśli siedzicie na kanapie i chcecie pobujać dzieckiem w Evo, to najpierw weźcie taśmę i przyklejcie dziecko do wózka, a następnie obłóżcie trasę dookoła materacami, bo na bank wózek Wam się przewróci. Jak napisałam kilka dni po zakupieniu wózka, szybka, dynamiczna jazda w przód i w tył to jedyne, co Graco może zaoferować w tym temacie.

- Nie jest to wózek terenowy, jest to wózek na zakupy w galerii.  Myślę, że to zdanie idealnie go opisuje - Lucą jeździłam po górskich dolinach, krzakach i strumieniach, ba! pewnie i wyjechałabym na Giewont, a Evo poddało się w nizinnym lesie, na ścieżce z szyszkami. Na chodnikach, przy pokonaniu każdego dołka czy nierówności, trzeba sprawdzać, czy dziecko nadal jest w wózku, a później, czy wózek jest cały. Ale żeby nie było, że tragedia do końca, Graco Evo o wiele lepiej sprawdza się przy manewrach w sklepach, co zdecydowanie ułatwia życie matkom, mającym dostęp do galerii handlowych (tak, tu perfidnie chciałam zaznaczyć, że galeria na Krupówkach wciąż jest zamknięta).


 - Dla każdej pedantki minusem będzie aluminiowa, matowa rama, która brudzi i rysuje się przy każdym dotknięciu. Być może jest to moja fanaberia, ale znów powołam się na białą ramę w Luce, która nie dość, że po dwóch latach miała jedną rysę, to dało się ją od razu zlikwidować zwykłą białą farbą do metalu. Po pół roku użytkowania Graco Evo już dzisiaj wiem, że dalej do sprzedaży raczej nie pójdzie... ;-)

- Piankowa rączka i pałąk - Mam znajomą, która kiedyś mnie przed tym ostrzegała, ale wiecie jak to ja, trudno mi niektóre rzeczy przetłumaczyć, muszę sprawdzić sama. No i sprawdziłam - piankowa rączka chłonie wilgoć i nawet w pochmurny dzień jest wrażenie, że jest mokrą gąbką. Pałąk to istna tragedia, ale pod innym względem - nie wiem, czy z moim Staszkiem jest coś nie tak, ale on na nim ostrzy sobie zęby, przez co pałąk jest pogryziony, obgryziony, ma wygryzione dziury i wygląda tak tragicznie, że muszę na dniach obszyć go jakimś materiałem. Ile z tej pianki znalazło się w Staszka brzuchu? Myślę, że wszystko.

PODSUMOWANIE:

Można by zapytać: czego się babo spodziewałaś, kupując wózek za 800zł? Dużo i nie dużo, jednak dla mnie nie wart jest nawet połowy tej ceny i na pewno nie kupiłabym tego wózka jeszcze raz. Przeraża mnie perspektywa nadchodzącej zimy, bo wiem, że wózek ten stanie w śniegu po przejechaniu metra i nic nie nawojuję. Nie mam też w planie kupna kolejnego wózka, więc tym bardziej modlę się o łagodną zimę w nadchodzącym sezonie ;-) I być może jestem zbyt wybredna, ale uwierzcie, mając ten wózek, dużo rzadziej i mniej chętnie spacerujemy ze Staszkiem, niż z Zojdą, co niech będzie podsumowaniem całego dzisiejszego wpisu ;-)

8 komentarzy:

  1. Galeria Krupówki z jednego budynku zrobiła się ulicą Krupówkową (na stronie galerii jest info o sklepach na całych Krupówkach).

    OdpowiedzUsuń
  2. Galeria Krupówki już chyba na zawsze zostanie tylko stroną internetową.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie jestem N etapie poszukiwania wózka dla dziecka. Na ten też się natknęłam. Kusil mnie właśnie tym że jest idealny do osób wysokich mąż M 192 cm. Jednak natknęłam do N duża krytykę. Na tym etapie izdecydowana jestem na wozek Verdi broko jednak taka recenzja by sie przydała, A nigdzie nie znalazłam. Rynek jest pełny różnych modeli wózków z różnej półki cenowej,jednak podchodząc trzeźwo do tematu postanowiłam kupić nowy wózek za Max 1300 zl. Dla mni jest to troche pieniędzy za które oczekuje czegoś konkretnegoa tak jak Ty piszesz Kasiu 800 zł to też mi mała kwota,więc producent powinien wziąść pod uwagę ze wydając pieniądze oczekujesz choćby bezpieczeństwa dla dziecka ( mówisz że synek obgeyzl jakas część wozka). Mam nadzieję ze będę miała więcej szczescia przu wyborze.
    Może ktoś powiedzieć ze kwoty o których pisze sa niskie i nic w zamian nie dostanę. Jednak ja nie liczę na wózek ze skóry węża wyscielany Jedwabnem N platynowej konstrukcji, a wózka bezpiecznego trwałego i wygodnego dla dziecka jak i dla rodziców. Wolałabym żeby producent miał 2 modele wózka A cena uxalezniona była od materiałów użytych a nie od stopni bezpieczeństwa dziecka.
    Marika

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wpis ;), poczucie humoru w recenzowaniu - niezastąpione ;).
    Ja już wprawdzie mam wózek ale z przyjemnością przeczytałam wpis żeby sprawdzić czy uniknęłam błędów :) i przyznam się szczerze, że w życiu nie pomyślałabym, że piankowy pałąk może być idealnym workiem treningowym dla ząbków dziecka ;).
    Nie podoba mi się jednak to, że porównujesz wózek, który jak sama przyznajesz, kosztuje 800 zł z wózkiem, który kosztuje 1600 zł :). To tak jakby porównywać meble z Ikei z meblami z Klera :). Coś za coś ... Podejrzewam, że Graco w wersji za 1600 zł byłby dobrym konkurentem dla Bebetto Luca ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Graco kosztował tak naprawdę 899zł, bo kupiłam wersję z gondolą. Nową Lucę kupiłam trzy lata temu w wersji 3w1 za 1099zł, więc w sumie różnicy w cenie między nimi większej nie ma ;)

      Usuń
  5. Jak zawsze świetna recenzja ;)
    Niedawno sama poszukiwałam spacerówki idealnej i sklepy napchane są masą przeróżnych wózków, które tak na prawdę mają wszystko i nic. Właściwie nic mi się nie podobało a jeżeli już coś wpadło w oko to albo koła nie takie albo buda za mała, albo za ciężki. Mam wrażenie że producenci nie słyszą albo nie chcą słyszeć czego oczekują mamy od dobrego wózka. Amortyzacja (chociaż minimalna) powinna według mnie być w kaźdym wózku, duża budka to podstawa zwłaszcza w wietrzny dzień albo porostu gdy dziecko chcę sìę przespać i chcemy dać mu trochę prywatności. Okienko do obserwacji malucha dobra rzecz, tak samo duży kosz na zakupy który pomieści nasze siaty z biedry ;) noi fajnie gdyby była możliwość wyboru koloru ramy wózka, biała jest super a na czarnej widać każdy mały kurz i zabrudzenia. Wcześniej miałam również Bebetto tyle że Holland i to był mój wózek idealny, wjechał wszędzie, miał ogromną poszerzaną bude, duży kosz na zakupy,gondole jedną z największych na rynku. Teraz kupiłam Joie Litetrax 4 na piankowych kołach i również jestem zadowolona, nie jest chwiejny, ma duży kosz, sporo moejsca do spania, łatwo się go prowadzi. Co ważne można wybrać wersje na pompowanych kołach.
    Mimo wszystko też czasami tęsknie za moim Bebetto i za jego wielkimi amortyzatorami i kołami:(
    Pozdrowienia dla waszej rodzinki z Krakowa ;)

    P.S moj syn też pogryzł cała barierkę w Bebetto ostrząc sobie zęby więc ze Staszkiem nic nie jest nie tak. Ot taki ich sposób na ząbkowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. My długo szukaliśmy odpowiedniego wózka, zdecydowaliśmy się na Joie litetrax 4 Air, recenzja pojawi się niedługo u nas. Dla nas pierwszym wyznacznikiem były amortyzowane koła, następnie wygląd, składanie, zwrotność ;)

    OdpowiedzUsuń