poniedziałek, 22 stycznia 2018

DIY HOME: Drewniana, surowa lampka nocna, czyli cuda na... pniu!


Potrzeba matką wynalazku - W KOŃCU kupiłam książkę "Zanim się pojawiłeś" (kupowałam ją od pół roku, i tak, znam film na pamięć), a nie mam lampki przy łóżku, w jedynym miejscu, gdzie czasami mogę spokojnie poczytać. Ewolucję stolików nocnych w naszej sypialni można opisać w co najmniej dwóch książkach, jednak od roku wiernie stały dwa surowe pnie, na których i tak nie mogłam nic postawić, bo Staszek ściągnął i rozwalał wszystko. Tak więc stały samotnie, od czasu do czasu stawiałam na nich powyższy świecznik... bez świeczek. A tak nota bene, osobom, które ostrzegały mnie przed tym, że korniki przejdą z pieńka w drewno całego pokoju, oraz tym, którzy kazali uważać na sąsiada, który poda mnie do kryminału za nocną kradzież tych pieńków, po roku odpowiadam - ani korników, ani sąsiada do dziś nie widziałam, hej.

Najpierw chciałam postawić lampę rodem z PRL, jednak żadna dobra dusza z olx nie chciała mi jej wysłać. Potem chciałam zrobić stojącą lampę ze starych nart, którą jeszcze zrobię do salonu, jednak muszę znaleźć odpowiedni klosz, a nie chcę szukać na siłę i wydawać miliona monet, więc jeszcze chwilę poszukam. Pozostając w klimacie drewna dominującego w naszej sypialni, patrząc przyszłościowo na ściany, które chcę obić drewnem (oczywiście nie mam pojęcia kiedy), przypominając sobie złośliwego Syna, postanowiłam zrobić coś surowego, pasującego do drewna i niezniszczalnego. I tak powstała dzisiejsza lampka!


DIY:
- plastikowa lampka z Ikei (kupiona dwa lata temu, nawet chwilę postała na tych pieńkach, jednak po trzykrotnym zbiciu żarówki przez Staszka, poddałam się i leżała pod łóżkiem), podobna jest tu: klik, ale nie ma sensu kupować lampki, bo na allegro za grosze kupicie gotową elektrykę,
- wiaderko z Ikei za 4zł lub po prostu klosz - kiedy pisałam ten post dwa tygodnie temu, w miejscu dzisiejszego klosza miało być wiaderko, jednak w tamtym tygodniu dostałam obecny, nowy klosz z ulubionyego olx za 10 złotych z przesyłką (też nie wiem, jak za takie ceny ludzie mi to wysyłają, ale nie narzekam), docelowo będzie duży klosz, jednak choć ten daje radę, tak chyba bez wydania większej sumy się nie obejdzie, bo chcę upolować co najmniej trzy razy większy, niż teraz,
- trzonek do miotły lub jak ktoś woli profesjonalną nazwę: drewniany drążek - 5,50 zł w sklepie budowlanym,
- lina konopna, jutowa, czy jaką tylko sobie wymarzycie - moja ma 2cm, długość 3m,
drewniany pieniek - ukradziony, bezcenny,
- klej silikonowy.


Jeśli zastanawiacie się, to podstawę lampki odcięłam, kabel obkręciłam liną (w połowie widać nierówno umocowaną linę, ponieważ z drugiej strony, na tej wysokości mam włącznik), a cały kabel fajnie ukrył mi się w pęknięciu pnia. Nie licząc pieńka, obstawiając, że instalację elektryczną kupiłam na allegro za 9,50zł (za tyle znalazłam na pierwszej stronie), klosz za dychę na razie daje radę, trzonek za 5,50 również, a za 3 metry liny zapłaciłam 20złotych z przesyłką, sami widzicie, że z niewielkim wkładem własnych chęci, możecie zrobić sobie fajną lampkę za nie więcej niż 50 złotych!


Gdyby ktoś miał namiary na duży klosz, podeślijcie mi w komentarzu lub mailu. A ja, jak kiedyś podmienię ten obecny, obiecuję, że zaktualizuję post i od razu Wam pokażę ;-)
Enjoy, hej, do zaś!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz