poniedziałek, 5 marca 2018

Aktualizacja statusu życiowego Gąsieniców, marzec 2018!


Dziś rozpoczynam nowy cykl na blogu "Aktualizacja statusu życiowego Gąsieniców", bo z racji takiej, że obiecuję, ale mimo wszystko mało tu bywam, tak czuję wewnętrzną potrzebę co jakiś czas podzielić się tu swoją prywatą. I raz w miesiącu otrzymacie tu wpis, co tam ciekawego w tym Zakopcu u Gąsieniców słychać, a ja na stare lata poczytam sobie i trochę się powstydzę, jakie to durnoty się mojego łba trzymały. Start!

Mówią, że po czterdziestce jest kryzys wieku średniego, a po trzydziestce we łbie się rypie. Coś prawdy w tym musi być, bo jedną nogą już za tą trzydziestką jestem i cosik tam zaczyna zgrzytać. Jakbym mało atrakcji ostatnio miała, to postanowiłam jeszcze sobie życie urozmaicić. Czym jeszcze miałabym Was zaskoczyć? Na pewno tym, że po pięciu latach mieszkania w Zakopanem w końcu wyszłam raz na stok, żeby nauczyć się jeździć na desce. Na pewno bylibyście ze mnie dumni, ja to pewnie obrosłabym w piórka doszczętnie, ale tym Was niestety nie zaskoczę - nadszedł marzec, śnieg topnieje (no dobra, tłumaczę sobie, że topnieje), żaden stok mnie dalej nie widział. Zaskoczyłabym Was pewnie też tym, że wróciłam do pracy w Waszym ukochanym sklepie, jednak tu też pudło i Wasze oraz moje niedoczekanie. Postanowiłam, że zostanę "Damą i wieśniaczką", ale Jędruś uświadomił mi, że ze mnie ani jedna, ani druga (choć oczywiście chciałam bardziej być wieśniaczką i jechać do warszawskiego spa, jednak Jędrek w dorobku ma tylko metr kwadratowy uprawianych ziemniaków, co jednak nas dyskwalifikuje...). Potem chciałam wziąć udział w intrydze "Trudnych spraw" etc., jednak z tego też nic nie wyszło, bo zaczęłam sobie wyobrażać, jak moja siostra mi życie rujnuje po emisji choć jednego odcinka. Po drodze do sedna był jeszcze "Masterchef", gdzie ostatecznie nie wypełniłam ankiety do końca, "Taniec z gwiazdami", ale tu też przypomniałam sobie, że ze mnie żadna gwiazda niestety nie jest, do "Jeden z dziesięciu" jestem po prostu za głupia, Brzozowski tak działa mi na nerwy, że "Koło fortuny" odpadło w przedbiegach... i nagle zaczęło mi brakować programów. I tak kiedy człowiek ma dużo czasu na przemyślenia, to jednak znajdzie ten jeden program, do którego idealnie się nadaje. A żeby z siebie samej wariata nie robić, wciągnęłam Jędrusia, któremu nawet się to spodobało. A kiedy już przyodzialiśmy galowe dresy, śwagier zdjęcia dobre zrobił, a ja wypełniłam ankietę, okazało się, że... wysłałam zgłoszenie po zakończeniu castingu. I tyle byłoby w temacie, zostajemy dalej gwiazdami swojego salonu przez najbliższy sezon.

Dobra rada Gąsienicowej - jeśli chcecie zostać gwiazdami telewizji, nie zgłaszajcie się na casting tydzień przed emisją pierwszego odcinka ;-) Myślę, że nie ma sensu przedstawianie Wam, w jakiej telewizyjnej produkcji chciałam wziąć udział, jednak muszę zostawić tu, dla potomnych, zdjęcia, które sieknęliśmy sobie z Jędrusiem w salonie.


W roli dopowiedzenia, moje starania nie poszły na marne - w odpowiedzi na zgłoszenie, otrzymałam bardzo miły telefon i zapewnienie, że producenci przy najbliższym sezonie sami przypomną mi o dacie castingu - także ramówkę wiosenną musicie przeżyć bez nas, dajmy szansę Państwu Majdanom się wykazać, my wrócimy do tematu jesienią. Do zaś, hej!

6 komentarzy: